Lyon Housemuseum: living in a museum / zamieszkać w muzeum

Lyon_Housemuseum_Brook_Andrew

I admit, I was once wondering what it would be like to live in a museum. A fantasy? Of course. But Australian architect and collector of contemporary art Corbett Lyon decided to make it true and in 2010 opened a house museum – Lyon Housemuseum – in the residential district of Melbourne.

Wersja polska poniżej

It is not a typical house of a collector. Not a museum with antiques and 19th –century paintings on the walls, but a fully contemporary building filled with contemporary art in various techniques. In the centre there is a white cube where works from the collection are presented on rotation basis, and on the opposite side a darkened black cube where on three walls video works are screened. Actually it would not be so extraordinary if the spaces would not just be integral parts of the house where Lyonel’s family lives. The white cube can be observed from the living room. It can also be seen from the above dining room. The latter is by the way decorated with a 20 metres long painting “Fabricated Room” by Howard Arkley who in 1999 represented Australia on the Venice Biennale with this work. On the other side of the living room there is an organ room. Yes, there are fully professional organs with pipes. And wall is filled not with a stained glass but an installation with a neon “YOU’VEALWAYSWANTEDTOBEBLACK (white friend)” by Brook Andrew.

Lyon_Housemuseum

Lyon created a truly special place, where the private space merges with the public one. It is simultaneously a house and a museum that can be visited. Once or twice a month general public can access the museum (booking required), private viewing is also possible, school tours are welcome. But one needs to know the address – from the street side it is difficult to guess that there is a museum behind the fence. Tours are always given by the owners themselves. Works do not have captions. Some, like the cabinets of curiosities, are hidden in the walls and are opened during the tour. The exhibition spaces smoothly turn into the house. One passes a study room with a desk, reference library, library filled with art and architecture books which are accompanied with family picture albums. On the walls not only works bought to the collection, but also works done by owner’s kids. Daughters are rendered in some of professional works. There are no boundaries. All spheres in the house are connected by art.

Lyon designed all parts of the house: architecture, interiors, organs. It was driven by the need to house a growing collection, to be able to see it on the daily basis as well as to present it to the public. In a few years’ time the house museum will be supplemented with a more classical one – building to be constructed right next to the house will be permanently open to the public. Then the larger part of the collection will be on view. However, the house museum will still be there, both parts working together.

 

Lyon Housemuseum: zamieszkać w muzeum

Przyznaję, że zastanawiałam się kiedyś, jak by to było mieszkać w muzeum. Fantazja? Tak. Australijski architekt i kolekcjoner sztuki współczesnej Corbett Lyon postanowił ją zrealizować i w 2010 roku w rezydencjonalnej dzielnicy Melbourne otworzył domowe muzeum, Lyon Housemuseum.

 

Nie jest to jednak typowy dom kolekcjonera. Nie muzeum z antykami i dziewiętnastowiecznymi obrazami na ścianach, tylko w pełni współczesny gmach ze współczesnymi pracami wykonanymi w różnych technikach. W centrum muzeum znalazło się white cube, w którym w formule rotacyjnej prezentowane są prace z kolekcji, z kolei w zaciemnionym black cube na trzech ścianach wyświetlane są prace video. I w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że oba te pomieszczenia są po prostu częściami domu, w którym rodzina Lyonela na stałe mieszka. Na white cube można patrzyć z salonu. Można też zaglądać z przeszklonej jadalni, gdzie na ścianie wisi długi na 20 metrów obraz Howarda Arkley’a Fabricated room, który w 1999 roku reprezentował Australię na Biennale w Wenecji. A z drugiej strony z salonu dostać się można do sali organowej. Tak, w domu-muzeum mamy profesjonalne organy z piszczałkami. A ścianę sali zdobi nie witraż, lecz instalacja z neonem Brook Andrew YOU’VEALWAYSWANTEDTOBEBLACK (white friend).

Lyon stworzył wyjątkową przestrzeń, w której sfera prywatna miesza się z publiczną. Bo to jednocześnie dom i muzeum, które można zwiedzać. Raz bądź dwa razy w miesiącu jest dostępne dla publiczności (po wcześniejszej rezerwacji), można się też umówić na specjalne zwiedzanie, mile widziane są wycieczki szkolne. Trzeba jednak znać adres – z perspektywy ulicy trudno domyślić się, że za płotem działa muzeum. Po domu zawsze oprowadzają właściciele. Obiekty nie mają tabliczek. Niektóre niczym gabinety osobliwości ukryte są w ścianach, które otwierają przed gośćmi. Z przestrzeni muzealnej przechodzi się płynnie do domowej. Gabinet z biurkiem do pracy, podręczna biblioteczka, biblioteka gdzie oprócz książek o sztuce i architektury stoją rodzinne albumy na zdjęcia. Na ścianach wiszą prace dzieci architekta i prace zakupione do kolekcji. Bohaterkami niektórych profesjonalnych prac też są córki właścicieli. Wszystkie te sfery łączy sztuka.

Zarówno architektura, jak też całe wyposażenie wnętrza i organy zaprojektował Lyon. Dom powstał z potrzeby zapewnienia miejsca rozrastającej się kolekcji, możliwości obcowania z nią na co dzień, ale też udostępniania jej zwiedzającym. Za kilka lat do domowego muzeum dołączy muzeum bardziej klasyczne – ustawiony na działce tuż obok domu gmach będzie na stałe otwarty dla publiczności. Pozwoli to zaprezentować większą część kolekcji. Muzeum domowe jednak nie zniknie, obie części będą działać obok siebie.

 

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *